pw. Narodzenia Najświętszej Maryi Panny

 

 

 

Serdecznie witamy. Jest 

  Strona główna Informacje Renowacja Galeria Jan Paweł II

 

 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Strona główna

Historia Świątyni i Parafii

   
Nasz Patron
Złote Myśli
Biskup - zakonnik
Nabożeństwo
Modlitwa
   

ROZDZIAŁ

Błogosławiony Wincenty Kadłubek

TRZECI

KRONIKA BISKUPIA

 

 

ROZDZ. I ROZDZ. II ROZDZ. III ROZDZ. IV ROZDZ. V ROZDZ. VI ROZDZ. VII ROZDZ. VIII ROZDZ. IX
 

 

Po śmierci Kazimierza, który Wincentego zawsze miął przy sobie, ks. biskup Pełka nie chciał zezwolić na to, aby wrócił do Sandomierza. Ogromna wiedza tego kapłana, ciągła nauka i praca, najdoskonalsza znajomość teologii i historyi, to wszystko było skarbem nieocenionym, a ks. biskup Pełka pragnął zawsze mieć przy swoim boku uczonego kapłana, by zasięgać rad jego i pytać go w niejednym o wskazówki. Wstąpił na tron Leszek Biały. I ten Wincentego uważał za doradcę, opiekuna i nauczyciela swego. Jemu powierzył młodziutką swą córkę Salomeę, którą jako narzeczoną bł. Wincenty Kadłubek odwiózł i uroczyście oddał Kolomanowi. Święte słowa kapłana widocznie anielski wpływ Wywarły na dziecku książęcem; wszakże ta Salomea w poczet błogosławionych została później wliczona i bogaty zastęp patronów naszych jakby pod skrzydła swe przygarnęła. Lecz oto zbliżała się wielka i doniosła chwila dla mistrza Wincentego.

 

Umarł biskup Pełka w roku 1207, a kapituła krakowska jednym głosem prawie o to się upomniała, aby Wincentego biskupią obdarzyć godnością. Wcale nie zważano na te przeszkody, iż nie był on kanonikiem krakowskim, iż był jeszcze młody, bo wszyscy wielbili i czcili w nim godność nadziemską prawie, wszyscy mieli to przeświadczenie, iż prawdziwie będzie on takim biskupem, o jakim św. Grzegorz, papież, mówił: ”Biskup powinien mięć długą rękę, aby potrzeby ubogich opatrywać, cudzy niedostatek za swój poczytać, a jeśli tego nie ma, nadaremno zowie się biskupem”.

 

Papież Innocenty III potwierdził wybór Wincentego na biskupa, a Henryk, arcybiskup gnieźnieński, udzielił mu świętego namaszczenia. I oto w życiu mistrza Wincentego poczynała się zmiana. Teraz dopiero w pełni miłosierdzia, dobroci i mądrości występowały jego cnoty, teraz dopiero jaśniała dusza wielka w życiu tego wielkiego męża. Gdyby się była znajdowała podówczas w Krakowie ręka kronikarza, któraby wszystko zdołała opisać, co ten wielki w cnocie biskup czynił dobrego, bylibyśmy zdumieni i zachwyceni. Ale niestety, ledwie licha część z tych dobrodziejstw i czynów została przechowana w pamięci. Uczył sam, cieszył, radził, łzy ocierał, wątpiących rozgrzewał, sieroty tulił, krzywdzonych bronił. Jak szeroka rzeka popłynęły czyny dobrodziejstw! Wszyscy biedą i nędzą uciśnieni uciekali się do Wincentego, jako do ojca, opiekuna i dobrodzieja swego, a nikt nie odszedł od jego progów bez pociechy i pomocy. Szczególnie młodzież, garnąca się do nauk, miała w nim dobrodzieja i rzecznika.

 

Bł. Wincenty Kadłubek opiekował się ludem nader gorliwie i troszczył się o to, ażeby obyczaje tego ludu, jeszcze napół dzikie i ciemne, rozjaśnić nauka religii i ulepszyć zasadami wiary chrześcijańskiej. Dlatego popierał klasztory, które coraz liczniej rozsiewały się w Polsce, dlatego dopomagał do zakładania nowych. Wszak wiedzą dziś prawie wszyscy, jaką ogromną zasługę w szerzeniu oświaty, religii i cnoty położyły zakony te, które się w Polsce osiadły. Wszak w owych dniach rozświtu dopiero chrześcijaństwa, gdy naród jeszcze nie miął wpojonego poczucia dobra, wiary i cnoty, zakony jak światła Boże szły wśród szeregi wiosek, słowo Boże rzucały, a dusze wiodły i serca rozgrzewały.

 

Dziesięć lat na biskupiej godności pracował bł. Wincenty, a tych lat dziesięć jako wielka pochodnia płonie w ojczyźnie naszej. Słusznie też jeden z poetów dawnych rzekł: ”Bezpiecznaś, złota wolności w różowej koronie, gdy ci stanął Wincenty, biskup, ku obronie!"

 

Wśród prac rozlicznych opracowywał jeszcze dalej swą kronikę, która wielkim i niezmiernej wartości jest dziełem. Pierwszą księgą o dziejach ojczyzny naszej, pierwsze słowa o historyi od jej samego początku, wszakże to podwalina do całej historyi narodu naszego i uratowanie od zagłady zapomnienia tych pierwszych chwil życia, które, jak nad kolebką dzieciny w różowych migają blaskach.

 

Pięknie też rzekł ks. Floryan Jaroszewicz o bł. Wincentym Kadłubku: ”Pierwszy on z Polaków kronikę polska i stylem i porządkiem pięknym napisał i dał światło następującym po sobie pisarzom. Cudzoziemcom zaś, którzy nie znając Polski, wiele niepewnych rzeczy o niej pisali, dał na nos okulary, przez co niektórych zazdrosnych pióra na siebie zaostrzył.” I jeśli dziś niejednemu z nas miło jest wspominać czyny i zasługi pradziadów swoich, jeśli nas cieszą pamiątki dawnych walk zwycięskich, jeśli nam miłe ostatnie, mchem porosłe kamienie rozwalin z lat najdawniejszych, czyż nie więcej miła kronika owa najstarsza, najdawniejsza, kronika pisana ręka kapłana – biskupa, który ojczyźnie wszystko dobre przyniósł na chlubę, a pokoleniom następnym zostawił świętość swą, jako spuściznę wiecznotrwałą, i opiekę w niebie, nigdy nie gasnącą?

 

Że kronika była pisana po łacinie, to się samo przez się rozumie, gdyż w owych czasach jeszcze pisownia polska nie była utrwalona, a mowa polska dopiero stwarzała właściwe sobie piękno.

 

 

 

z "Przewodnika chrześcijanina rzymskokatolickiego"

wydanego 30 maja 1905 roku. Opracował Ks. Teofil Gapczynski. Wydanie pierwsze. Stutgart. Z księgarni katolickiej Otona Thomy

 

Rzymskokatolicka Parafia Katedralna, ul. Katedralna 1, 27-600 Sandomierz, tel. (015) 8327343, tel.fax (015) 6445698

           

copyright © jc Wszelkie prawa zastrzeżone