pw. Narodzenia Najświętszej Maryi Panny

 

 

 

Serdecznie witamy. Jest 

  Strona główna Informacje Renowacja Galeria Jan Paweł II

 

 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Strona główna

Historia Świątyni i Parafii

   
Nasz Patron
Złote Myśli
Biskup - zakonnik
Nabożeństwo
Modlitwa
   

ROZDZIAŁ

Błogosławiony Wincenty Kadłubek

PIĄTY

WIELKA POKORA BŁ. WINCENTEGO KADŁUBKA

 

 

ROZDZ. I ROZDZ. II ROZDZ. III ROZDZ. IV ROZDZ. V ROZDZ. VI ROZDZ. VII ROZDZ. VIII ROZDZ. IX
 

 

Wszyscy przywykli do tej cichej, pokornej, uświętobliwionej postaci biskupa i czcili tego sługę Bożego, jako kapłana godnego zaiste tej nazwy. I zdawało się, ·ze on zawsze wśród owczarni swej tak cicho, słodko i troskliwie rządzić będzie, ze nigdy nikt nie odejdzie od niego niepocieszony, nigdy bez wsparcia, nigdy bez złotego słowa rady i nauki. Aż oto przyszedł dzien. ponury, groźny, który czarna chmura zasłonił jasność słoneczna. Skłębiły się ciężkie chmury, huk dalekich gromów powtarzał się coraz bliżej, skry błyskawic przelatywały raz po raz po niebie, pioruny biły. Był to jakiś dzień grozy, trwogi i smutku.

 

Lud modlił się, lęk ogarnął wielu, a wnet rozległ się krzyk: “Pali się na Wawelu!!" Istotnie, w skarbiec kościelny uderzył piorun, a ogień począł czynić tam szkody znaczne, przyrządy kościelne obracając w perzynę. Wieść o tem zasmuciła biskupa Wincentego niezmiernie. “To znak dla mnie, przestroga ręką Boga wymierzona; jam nie godzien być kapłanem przy tej świątyni, jam nie godzien być pasterzem tej owczarni, jam tu pewnie zawinił, czas mi się kajać za winy moje i narodu winy" rzekł biskup Wincenty. I już spokoju znaleźć nie mógł. Zniszczony ogniem skarbiec kazał odnowić, modlił się ciągle
i czynił pokutę, a wreszcie począł się prosić: “ Wybierzcie innego pasterza na moje miejsce, jam nie godzien tej godności”. Jakto, ojcze naszej dyecezyi? Chcesz odejść od nas, chcesz zostawić lud bez swej opieki, króla i sejm bez rady, Kościół tobie w troskę oddany opuścić?” Pytają, proszą, dziwią się, lecz darmo. Cichy, pobożny, pełen pokory i zaparcia się zupełnego, biskup Wincenty zamiaru nie zmienił. “Weźcie innego, godniejszego, takiego, by sterował mądrze ludem; jam niegodny być pośrednikiem, mnie być sługą i najlichszym wśród Bogu oddanych” Król, kanonicy, kapłani i biskupi innych dyecezyi usiłowali zmienić zamiar i postanowienie, lecz wszystko nadaremno. Ale niełatwa to rzecz zrzec się tak wielkiej godności i zdjąć z siebie tyle obowiązków, jakie ciążą na namaszczonym słudze Bożym.

 

Trzeba było wysłać pismo do Rzymu, prosić Ojca świętego o zezwolenie na to, ażeby można biskupowi stać się najniższym sługą, zrzec się wszelkiej władzy i praw, a spełniać posługi drugim kapłanom.
Książe Leszek Biały długo prosił, przedstawiał, i błagał prawie o to, ażeby biskup Wincenty nie opuszczał dworu, kapituły, Wawelu i dyecezyi. Wincenty ciągle odpowiadał jedno: “Jam nie godzien, mnie być najmniejszym i najniższym." Papież Honoryusz w r. 1218 przysłał swoje zezwolenie. I, jak pisze ksiądz Laskiewicz, ogromnego czynu dokonał biskup Wincenty: <“Bo niemała to rzecz była Wincentemu, będąc biskupem krakowskim, stać się najuboższym zakonnikiem, będąc najpierwszym po arcybiskupie i po senatorach, stać się najostatniejszym nowicjuszem w klasztorze, a władając najobszerniejszą dyecezya krakowska w posłuszeństwie, samemu w zakonie oddać się w posłuszeństwo i dobrowolnie
z własnej wyzuć się woli. Mała to rzecz była, będąc panem, stać się ubogim sługa, w kuchni służyć, naczynia kuchenne pomywać, kury tarze zamiatać i najlichsze wykonywać posługi?”>

 

A biskup Wincenty dokonał tego i jak powiada Krasinski, "zdjął dumę siebie , jako osobowość, a przeniósł ją całą na to, co umiłował, na służbę Boga”.

 

Zgromadziła się kapituła krakowska, odebrała prawie z płaczem z rąk biskupa błogosławiony pastorał, wzięła pierścień
z jego palca i zdjęła drogie szaty. I poczęto się żegnać z ukochanym, cenionym i jako pochodnia cnotami jaśniejącym biskupem. Płacz rozlegał się jednym łkaniem, a jako na pogrzebie za trumną najlepszego ojca dzieci od łez się zalewają,
tak kapituła , sejm, król, lud i wszyscy zebrani w uroczystej procesyi żegnali bł. biskupa, odzianego w najuboższe szaty pielgrzyma, i wyprowadzili go z murów Krakowa. Nic on już tu nie miął, nic, ani najmniejszej rzeczy; wszystko rozdał ubogim, wszystko dał na chwałę Bożą, na osuszenie łez nędzarzom, na pociechę najnieszczęśliwszych. Boso, pieszo, jako pokutnik pełen win i grzechów wychodził świątobliwy ten mędrzec i sługa Boży z bram Krakowa, a nigdy już tu nie powrócił. Boso, pieszo , szedł polami i lasami, dziesięć mil szedł on, pierwszy z Polaków, który za granica zdobył w wiedzy odznaczenie, on, który pierwszy, jako Polak począł stwarzać wielka, wspaniałą historye narodu naszego, on, który święcił cnota, pokora i miłosierdziem, idzie jako pokutnik do bramy klasztornej.

 

Piorun, który uderzył w kościół katedralny i olbrzymie poczynił w nim szkody, poprzedził wprawdzie ten krok stanowczy bł. Wincentego, ale nie był jedyną przyczyną. Myśl porzucenia świata i poświecenia się Bogu w ciszy zakonnej tliła od dawna w tej wielkiej duszy. Słusznie bowiem zauważył ks. biskup Lotowski: “W świętych duszach tkwią powody głębsze
i zacniejsze od przygód życia doczesnego, powody miłości Boskiej, której nie uspokoisz, jeśli masz ją prawdziwą, dopóki nie wylejesz się cały na nią, a grubym ludziom piorunu do tego potrzeba”.

 

Z takich czynów wielkich mężów, jak słońce jaśniejących, tworzy się wielkość narodu! ...

 

 

 

z "Przewodnika chrześcijanina rzymskokatolickiego"

wydanego 30 maja 1905 roku. Opracował Ks. Teofil Gapczynski. Wydanie pierwsze. Stutgart. Z księgarni katolickiej Otona Thomy

 

Rzymskokatolicka Parafia Katedralna, ul. Katedralna 1, 27-600 Sandomierz, tel. (015) 8327343, tel.fax (015) 6445698

           

copyright © jc Wszelkie prawa zastrzeżone