pw. Narodzenia Najświętszej Maryi Panny

 

 

 

Serdecznie witamy. Jest 

  Strona główna Informacje Renowacja Galeria Jan Paweł II

 

 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Strona główna

Historia Świątyni i Parafii

   
Nasz Patron
Złote Myśli
Biskup - zakonnik
Nabożeństwo
Modlitwa
   

ROZDZIAŁ

Błogosławiony Wincenty Kadłubek

SIÓDMY

W CISZY KLASZTORNEJ, W UBOGIEJ CELI

 

 

ROZDZ. I ROZDZ. II ROZDZ. III ROZDZ. IV ROZDZ. V ROZDZ. VI ROZDZ. VII ROZDZ. VIII ROZDZ. IX
 

 

Złożono w chórze przed wielkim ołtarzem ciało Wincentego, a w ścianie nad grobem dano następujący napis: “Tu leży Wincenty Kadłubek, rodem ze wsi Karwów, herbu Róża, mąż bystrego pojęcia, w teologii i świeckich naukach bardzo biegły, w roku 1207 z przełożonego kościoła sandomierskiego przez kapitułę katedralną na krakowskiego biskupa wezwany, a przez Innocentego III, papieża zatwierdzony, na ten urząd przez arcybiskupa gnieźnieńskiego w r. 1208 poświecony, siedział na stolicy biskupiej lat dziesięć.

 

Potem za zezwoleniem Honoryusza III, papieża, w roku 1218 złożył urząd biskupi; w klasztorze jędrzejowskim zakonu cysterskiego wykonał śluby uroczyste, a przeżywszy lat pięć w ścisłym zachowaniu ustaw zakonnych, żołnierz ten Chrystusowy oddał Bogu duszę swoją" Bracia zakonni pochowali ciało jego w środku chóru roku Pańskiego 1223,
dnia 8 marca. I zdawało się, iż nic więcej po nim nie pozostało dla ojczyzny, dla pamięci u następnych pokoleń, jak tylko wspomnienie mgliste o jego cichej, pokornej, pełnej miłości postaci, jak tylko ta księga, pisana jego ręką, pierwsza księga Polaka, piszącego o dziejach swego narodu.

 

Szły lata długim pochodem, poczęły się wypadki w narodzie snuć jako wspaniałe czyny i olbrzymie zasługi. Przybywało coraz więcej ludzi uczonych, światłych, odznaczających się cnotą. Kraj, jakby z pieluch rozpowity, urastał w bohatera
i mężnego rycerza.

 

Europa z podziwem patrzała na czyny tych, którzy jako mur niezdobyty, stali na kresach i od fali pogan zasłaniali wszystkie ludy europejskie. Już i Kraków miał wszechnice swą własną, już nie potrzebowała młodzież, jak za czasów najdawniejszych, wyjeżdżać po światło wiedzy w obce strony, a ta pierwsza księga , ręką Polaka pisana, odpisywana była wiele razy, tłomaczona i wyjaśniana starannie. Ileż to razy wspominano podówczas zasługę Wincentego Kadłubka, który podjął się tej pracy? Ileż to razy wymawiano wśród nauk imię jego, jako najpierwszego prawdziwie wykształconego Polaka? Jego postać świeciła zawsze jako pochodnia płonąca. On zawsze stał w wspomnieniu, jako mąż wielkiego ducha i zaparcia się zupełnego, lecz co więcej, imię jego poczęto wymawiać jako święte, a kraj cały zwracać się począł z modlitwa na ustach do jego pamięci. Najpierw, jak ciche struny, odzywać się zaczęły szepty o tem, iż w klasztorze jędrzejowskim przy grobie zakonnika dzieją się niezwykle rzeczy, że tam Bóg łzy osusza, rany goi, życie wraca. Później coraz śmielej i odważniej o tem mówiono, o łaskach i cudach nie lękano się opowiadać i zaznaczono swą wdzięczność wyraźnie, składając wota.
I poczęły tam iść łzami zalane matki, gdy im dzieci chorowały, a cudownie wracało zdrowie; poczęli wlec się kalecy i chorzy, a wracali uzdrowieni i silni; śpieszyli ci, którzy byli bardzo smutni i nieszczęśliwi, a nieszczęścia głaz ciężki zdejmowany im był z ramion, z nocy zwątpienia i rozpaczy wchodzili w świat szczęścia i dziękczynienia. Czyż podobna wyliczyć, ile tam łez oschlo, ile dusz się pokrzepiło wiarą, ilu chorych uzdrowiło? Jak nikt nie zliczy, ile kropel rosy stoczy się w jedno rano po łące kwietnej, ile ziaren zboża daje niwa plenna i bogata, tak nie zliczy nikt nigdy, ile łask na naród zleje opieka, pomoc i modlitwa świętego, który za błogosławiony swój żywot otrzymuje tę łaskę, iż może opieką i troskliwą pomocą osłaniać kraj cały? I jeżeli od czasu zgonu świętobliwego męża Polska rozkwitnęła, rosła, mężniała, zapewne stawało się to za wpływem świętego opiekuna i patrona, który ojczyznę swą za życia kochał, a teraz nad nią czuwa. On, jak był cichy, pokorny, ciągłej oddany pracy za życia, tak stawał się coraz większym, sławniejszym po śmierci.
I jak znano jego życie z nieustannych snutych pasm dzieł dobroczynnych, tak po śmierci jego pamięć rzeźbiona była samymi cudami i dziełami miłosierdzia.

 

Któż dziś, po tylu wiekach, wyliczyć może te wszystkie cuda, jakie rozświetlały się nad imieniem Wincentego?
Któż opowie, ile razy rozpacz pierzchała tu z nieszczęśliwego serca, a wdzięczność błogosławiła łaskę świętego? Któż przypomni i z pyłu zapomnienia, z mgły dalekiej przeszłości wydobędzie wszystkie owe dramaty, jakie się odgrywały
u trumny cichego, ubogiego zakonnika, gdy ojciec, któremu jedyne dziecko zgasło, wołał bolesnym płaczem: “Ratuj, pomóż, wróć życie, bł. Wincenty!” Gdy Agnieszka Pilchowa ze Słupni dwóch synków, rzucających się w najokropniejszych męczarniach, tu stawiła i bijąc kornie czołem, błagała: “Daj im zdrowie! Poratuj nieszczęśliwą matkę! “Gdy utopionego chłopaka włościan tu przyniósł, a złożywszy zimne, martwe zwłoki człowieka bez duszy, zawołał: “Wróć życie, miłosierny! Wielki w dobroci, wróć życie! “I oto przerwana nić życia, nawiązuje się na nowo, zamarłe serce bije, zagasłe oczy otwierają się, a trup poczyna żyć! Imię Wincentego szeptem cichym biegło po kraju, jedni drugim je przypominali, jedni drugim mówili o mocy wielkiej, o świętej mocy nowego opiekuna, rodaka. We wsi Podłącze, w chacie młynarza, leżała konająca Agnieszka. Mąż i dzieci łzami się zalewali, a śmierci powiew się zbliżał. Wtem nadchodzi ubogi dziad, dziad który wędruje
po kraju, a za grosz rzucony, za chleba kąsek śpiewa pieśni pobożne i opowiada, co słychać w świecie, jakie są wypadki ważne w narodzie. Dziadek ten, widząc płacz i rozpacz biednej rodziny, począł gwarzyć o grobie Wincentego, biskupa
- zakonnika. “Dzieją się tam cuda” prawi, “umarli wstają, kalecy są zdrowi". Biedny młynarz pragnie wysłać swą chorą żonę do grobu zakonnika, a po kilku dniach, w styczniu roku 1633 , poszła zdrowa do grobu Wincentego, wyspowiadała się
i Bogu złożyła dzięki. W tym roku Anna Oraczewska straciła zupełnie władzę w rękach i była niezdolna do tego nawet,
by sobie kawałek chleba do ust podać. Więc cóż miała czynić? Oto znów poszła ze łzami cierpienia w oczach , z szeptem błagania na ustach do grobu Bł. Wincentego, nie mogąc znaku krzyża uczynić na czole i ramionach. A wróciła zdrowa.

 

W r. 1624 zawiesił tu srebrną tablicę z napisem o cudzie przy grobie zdarzonym Baldwin Ossolinski, młodzian ze znakomitego rodu, który od śmierci został uratowany za wstawieniem się zakonnika Wincentego. Tak niby gwiazdami złotemi zasiewa się cudami ogromna przestrzeń czasu, kilku wieków, która od śmierci zakonnika w dziejach Polski pisze stronice jedna po drugiej. Lud , szlachta, kraj prawie cały powtarza: “To święty! To święty!”

 

 

 

z "Przewodnika chrześcijanina rzymskokatolickiego"

wydanego 30 maja 1905 roku. Opracował Ks. Teofil Gapczynski. Wydanie pierwsze. Stutgart. Z księgarni katolickiej Otona Thomy

 

Rzymskokatolicka Parafia Katedralna, ul. Katedralna 1, 27-600 Sandomierz, tel. (015) 8327343, tel.fax (015) 6445698

           

copyright © jc Wszelkie prawa zastrzeżone